Okres karnawału dobiega końca. Koniec imprez, głośnej muzyki, dość obżarstwa, mniej telewizji, początek postu. Z punktu widzenia Trenera Personalnego – sytuacja, w której zdecydowanie łatwiej zapanować nad konsekwencją klienta. Na tych uczciwie trenujących i mających na uwadze ilość zjadanych kalorii czeka jednak jeszcze jedno wspaniałe wydarzenie: Tłusty Czwartek. Porozmawiajmy zatem o jego fenomenie. Bo nie widzę nic złego zarówno w tłuszczu, jak i chwilowym poluzowaniu hamulców w diecie. Trzymajmy się jednak pewnych zasad.

300 kcal – to wartość energetyczna przeciętnej wielkości pączka z marmoladą. Wiedziałeś o tym? A wiesz co zrobić, by to spalić? Potrzeba 200 minut tańca, 40 minut biegu, 35 minut ćwiczeń burpees itd. Lubię tego rodzaju zestawienia. Konfrontacja spalanych kalorii z czasem i rodzajem aktywności. Oczywiście nie można precyzyjnie określić takiego bilansu, bo każdy z nas jest przecież inny, ale jednak działa to naszą wyobraźnie.

300 kcal to również łącznie 2 duże jajka, 1 pomidor, 40 g sera mozzarella light, 2 łyżki mleka, pół ząbka czosnku, 1 łyżka octu balsamicznego, świeża bazylia, szczypta soli i pieprzu. Wiem, że dla większości omlet z podanych składników nie może się równać smakiem z pączkiem. Ale zapewniam Cię, że w porównaniu z nim jest za to prawdziwym potworem energetycznym. Mimo, że mają tyle samo kalorii. O co wiec chodzi? O jakość –  a nie objętość – energii.

Bo pączek wcale nie jest taki tłusty. Mimo, że smażony na głębokim oleju zawiera znacznie mniej tłuszczu w przyrównaniu z omletem. Czy to znaczy, że nie jest zły? Nie, po prostu jest nam zbędny, bo nie dostarcza do organizmu niczego wartościowego. Zawartość białka jest właściwie znikoma. Za to zawartość cukru – znaczna. I to jest w nim najgorsze. Bo energia z cukru jest bardzo „ulotna”, jednocześnie nie pozostająca bez znaczenia dla poziomu insuliny we krwi. I nie chcę brnąć w naukowe objaśnienia, bo chodzi o prostą sprawę – możesz go zjeść, zaspokoić smak, ale nie odżywisz organizmu, a tylko powiększysz zawartość podskórnej tkanki tłuszczowej. Kropka. Tyle. Możesz też spożyć 300 kalorii, w których 2/3 objętości energetycznej to tłuszcze nasycone i jednonienasycone, a dodatkowo 15 gramów białka oraz 40 gramów węglowodanów. Taka kompilacja składników zapewni przypływ energii i zaopatrzy Cię w odpowiedni poziom substancji budulcowych.

Nie chcę Ci wmawiać, że jedzenie pączka jest bez sensu. Pragnę jedynie przekonać do myślenia, że nie kalorie są złe. Niewłaściwe może być jedynie ich źródło. Myśląc, co jest złe zapamiętaj, że bez cukru w diecie przeżyjemy. Bez tłuszczu – nie.

Kolejna kwestia, która nawiązuje do idei Tłustego Czwartku to beztroska obżarstwa w tym dniu. Symbolicznie uśpione sumienie. Rozgrzeszamy się „to tylko dzisiaj”, jakby miało to znaczyć, że już nigdy więcej nie zjemy słodkości czy tłustych potraw. Takie założenie to – w moim odczuciu – spora niepotrzebna presja, bo znam naprawdę niewiele osób z wolą silną na tyle, by oprzeć się podjadaniu.

A jakbym Ci powiedział, że „Tłusty Czwartek” możesz mieć raz na tydzień? I to z korzystnym skutkiem dla zachowania zdrowia psychicznego oraz wzmocnienia motywacji? Brzmi jak nonsens, ale to prawda! Daj sobie luz! Nie na co dzień, ale też nie koniecznie od święta. Podam Ci przykład lub symulację takiego triku. Załóżmy, że jesz w miarę systematycznie, 4 posiłki w ciągu dnia (śniadanie w domu, drugie śniadanie w pracy, obiad przed ćwiczeniami i kolację po powrocie do domu). Daje to 28 posiłków na tydzień. Jeżeli każde z dań jest w „makro założeniach” poprawnie skomponowane, zjedzone na czas, bez oszukiwania, to nie widzę żadnych negatywnych skutków, gdy raz odpuścimy. Mam na myśli 1 z tych 28 posiłków. Daj sobie chwilę oddechu i pozwól sobie na to, na co masz akurat ochotę. Taki „tłusty czwartek” raz w tygodniu to uczciwa wymiana za regularne i odpowiednio zbilansowane posiłki na co dzień. Fajna motywacja, ale również inteligentny bufor. Zapamiętaj regularność i systematyczność to Twój najlepszy sprzymierzeniec.