Sporty sylwetkowe zyskują na popularności. Media społecznościowe „zalewają” nas zdjęciami wyrzeźbionych sylwetek, umięśnionych ciał i idealnych proporcji. Pamiętajmy jednak, że Instagram to nie jest rzeczywistość, użyjmy filtra realizmu.

Zaraz, zaraz, czy ja się oby do tego nadaję? To pierwsze pytanie, które należałoby sobie szczerze zadać. Nie chodzi tutaj o to, czy jesteś chodzącym ideałem, masz sylwetkę spełniającą kanony kategorii bikini fitness, czy fitness sylwetkowego. Pytania powinny być zgoła odmienne. Przejdźmy zatem do konkretów:

1)     Czy stać Cię na poświęcenie się temu sportowi w 100%?

2)     Czy jesteś w stanie ciężko pracować przez kilkanaście, kilkadziesiąt miesięcy i utrzymywać motywację?

3)     Czy robisz to z pasji i dieta wraz z treningami nie będą dla Ciebie „kulą u nogi”?

4)     Czy masz stabilna sytuację finansową i stać Cię na to?

5)     Czy dyscyplina nie jest Ci obca i potrafisz stosować się do zaleceń trenera?

6)     Czy masz odpowiedni staż treningowy?

7)     Czy masz już wypracowane podstawy sylwetki?

8)     Czy Twój stan zdrowia jest nienaganny i pozwoli Ci przejść okres przygotowawczy bez uszczerbku na zdrowiu?

A miało być tak pięknie. Powyższe pytania dadzą Ci przedsmak tego, co Cię czeka. Nie jest to łatwa droga, nie ma też drogi na skróty z poszanowaniem własnego zdrowia. To mozolna, ciężka, długotrwała praca nad budową sylwetki, utrzymaniem motywacji. Dobry trener owszem ułoży plan dietetyczny, rozpisze jednostki treningowe, dobierze odpowiednie ćwiczenia w każdym cyklu treningowym, ale nie zrobi jednego. Nikt za Ciebie nie pójdzie na trening po męczącym dniu w pracy, nikt za Ciebie nie zrobi posiłków na kolejny dzień, zostaniesz z tym sama. To Twoja odpowiedzialność, Twój wybór i musisz tego pragnąć. Jaka czeka Cię na końcu nagroda? Jedni powiedzą…właściwie żadna…bo czym jest dyplom, który otrzymasz występując w zawodach lub puchar jeśli uda Ci się zdobyć podium. Innych gratyfikacji właściwie brak. Jest jednak coś, co nas ciągnie na scenę, coś, czego nie zrozumie nikt kto nie podjął wysiłku przygotowań. To ciało jest nagrodą samą w sobie, miesiące ciężkiej pracy, które podlegają weryfikacji na scenie, duma, że włożyło się w to całe serce i opłacało się. Sylwetka zmienia się z tygodnia na tydzień, a Ty zaczynasz coraz bardziej lubić swoje odbicie w lustrze. Próżne? Być może. Każdy chce czuć się dobrze we własnej skórze, a to jest jedna z tych dróg.

Jeśli wydaje Ci się, że po kilku miesiącach „chodzenia” na siłownię nadajesz się do startu w zawodach podnoszę alert. Nie nadajesz się, jeszcze… Przygotuj podstawy sylwetki, pracuj ciężko, znajdź trenera, który zna się na rzeczy i podejmij wyzwanie. Dopiero wtedy ma to sens. Zapytasz zatem jak długi staż treningowy powinnaś mieć zanim zaczniesz myśleć o zawodach. Nie ma na to recepty, ale im dłuższy tym lepiej. Jeśli znajdziesz odpowiednio doświadczonego trenera zauważysz, że będzie to jedno z pierwszych pytań, które Ci postawi. I wiesz co? Jeśli tego nie zrobi na wstępie, poszukaj innego. Ten sport to nie zabawa, wymaga poświęceń, wyrzeczeń, ciężkich treningów, dyscypliny, zaangażowania. Tylko wtedy ma to sens. Nie będzie to spacer po parku, raczej wspinaczka wysokogórska. Zastanów się zatem, czy nie masz lęku wysokości😊

Ten sport nie jest również tani. Odpowiednia dieta, opieka trenerska i suplementacja kosztują. Do tego wydatki na upiększanie przed startem takie jak: włosy, paznokcie, strój startowy, opalanie, biżuteria, buty, to wszystko kosztuje. Jeśli będziesz musiała walczyć każdego dnia na co możesz sobie pozwolić, a z czego musisz zrezygnować przygotowania nigdy nie będą szły „pełną parą”.

Zdrowie. Nie oszukujmy się, nie jest to najzdrowszy sport pod słońcem, zresztą który jest. W trakcie przygotowań jesz zdrowo, niczego nie możesz sobie zarzucić, ale pamiętaj, że to tylko wycinek historii. Twój organizm będzie zmęczony długimi przygotowaniami, ciężkimi treningami, dlatego niezbędna jest suplementacja i szczególne wsparcie układu nerwowego. Dbaj o to. Na kilka tygodni przed zawodami Twój poziom tkanki tłuszczowej zacznie znacząco się obniżać. Nie jest to optymalne rozwiązanie dla organizmu. Kobiece hormony będą wariować. Tak niskiego poziomu tkanki tłuszczowej jak w dzień zawodów nie wolno utrzymywać w dłuższym okresie. To niebezpieczne dla nas kobiet. Rób to z głową.

Po drodze napotkasz też wiele innych przeszkód, które albo pokonasz, albo one pokonają Ciebie. Motywacja. Musi wynikać z głębi serca. Możesz mieć wokół ludzi, którzy dobrze Ci życzą, trzymają kciuki, kibicują, podziwiają, ale pamiętaj, że w momentach decydujących to Ty grasz pierwsze skrzypce. To Ty zdecydujesz czy iść na drinka ze znajomymi w sobotni wieczór, czy zjeść ciastko urodzinowe kolegi z pracy, Twoją decyzją będzie oszukany posiłek, czy produkt spoza listy od trenera. Małe, codzienne rzeczy, które ostatecznie będą miały wpływ na to, czy doprowadzisz projekt do końca. Wiele osób zaczyna, nie tak wiele kończy. Predyspozycje psychiczne są nie mniej istotne niż sama genetyka.

Przygotuj się na dni bez motywacji, kiedy nic ci się nie będzie chciało, kiedy w wątpliwość będziesz poddawała chęć startu w zawodach, kiedy zjedzenie ciastka będzie wydawało ci się świetnym pomysłem, a zjedzenie na lunch czegokolwiek nie będzie brzmiało jak istny armagedon. Pamiętaj o jednym, forma na scenę, to nie forma plażowa, to co uchodzi koleżance będącej na diecie, nie ujdzie Tobie. Zadanie, które postawiłaś przed sobą jest wyzwaniem o podwyższonym stopniu trudności.

Na końcu tej ścieżki zamiast pytania, które będzie towarzyszyło Ci często na początku tej drogi tj. „po co to robisz?” pojawi się pytanie „jak to zrobiłaś?”. Trzymam kciuki za właściwe decyzje i powodzenia, przyda się na pewno.