Czy zastanawiałyście się kiedyś nad tym niezaprzeczalnym faktem? Gramatyka języka polskiego nie kłamie – rzeczownik „siłownia”  w naszym ojczystym języku występuje w rodzaju żeńskim. Tak, tak drogie Panie. Nie ma co zaprzeczać, mamy pierwszy dowód – zresztą musicie przyznać całkowicie obiektywny – że siłownia jest miejscem dla kobiet. Rozwińmy zatem tę myśl i poszukajmy wspólnie powodu, dla którego warto zastanowić się nad złożeniem wizyty w „naszym” miejscu.

Ile razy obiecywałaś sobie, że coś zmienisz? Ile razy wchodziłaś w nowy rok z postanowieniem „nowy rok – nowa ja”? Presja, którą wtedy wszystkie odczuwamy, jest niewiarygodna. Zatłoczone kluby fitness, wzrost dochodów ze sprzedaży odzieży sportowej popularnych marek, zwiększenie zapotrzebowania na usługi trenerów personalnych – to tylko niektóre przejawy noworocznej mobilizacji. Ile z założeń udało Ci się osiągnąć z perspektywy dzisiejszego dnia tj. 8 marca 2017 roku? 0%, 50%, a może 75%? Nieistotne, zrób coś dla siebie i spróbuj ponownie. Nie poddawaj się przy pierwszym upadku. Czy pamiętasz jak tata uczył Cię jeździć na rowerze na dwóch kółkach? Ile razy się wywróciłaś? Ile razy wstałaś? Czy upadek przerwał Twoją naukę i dlatego dzisiaj, będąc dorosłą kobietą, nie umiesz jeździć na rowerze? Odpowiedź brzmi nie? To dlaczego tak łatwo rezygnujesz z siebie, kiedy jeden raz odpuścisz trening, nie uda Ci się przytrzymać przez tydzień diety lub masz gorszy czas i na nic nie masz ochoty? Czy w szkole podstawowej pozwolili Ci odpuścić sobie naukę tabliczki mnożenia? Nie pozwolili i Ty też nie pozwól, żeby dni uciekały Ci bez czerpania 100% korzyści z życia.

Zasada numer 1: wymagaj od siebie! Aktywność fizyczna, zdrowy styl życia, racjonalny sposób odżywiania to elementy dopełniające Twój dzień. Zacznij myśleć w ten sposób, łap pozytywną energię, walcz o siebie i bądź szczęśliwa. Wydaje się takie proste, nieprawdaż? Co to, to nie. To jedno z największych wyzwań dnia codziennego – bycie dla siebie dobrym. Praca, obowiązki domowe, mąż, dzieci, rodzina, przyjaciele, atrakcje wieczorne/weekendowe, rozrywka. To wszystko masz pod większą lub mniejszą kontrolą. A gdzie w tym wszystkim jesteś Ty sama? Zacznijmy zatem nowy rozdział…

Jest środa, nie będziesz czekała do poniedziałku, tylko od razu spakujesz torbę treningową. Tak, to ta torba schowana głęboko na dnie szafy razem z innymi rzadko używanymi rzeczami. Lekko się zakurzyła, ale nie będziemy sobie tego wypominać. Znajdziesz w internecie najlepszy, najbardziej innowacyjny klub fitness oferujący członkostwo w najlepszej cenie, koniecznie otwarty 24 h/dobę, żebyś przypadkiem nie szukała wymówki nr 1 tj. brak czasu jeszcze przed pierwsza wizytą na siłowni i pójdziesz na trening. Ale jak to tak? Tak, tak po prostu. Zadzwoń do koleżanki jeśli nie chcesz iść sama, zaangażuj chłopaka, męża do przetarcia szlaku. Chodzi o to, żebyś nie czuła się samotna i zagubiona. W wielkiej przestrzeni klubu nie trudno o takie uczucie. Ale pamiętaj, każdy gdzieś, kiedyś zaczynał. Nie jesteś sama. Wybierz klub, w którym obsługa pokaże Ci przestrzeń, zapozna ze sprzętem, wskaże drogę do szatni i przedstawi podstawowe zasady panujące w klubie. Czujesz się trochę pewniej? Wątpliwe, ale pokonaj ten dyskomfort i zrób to dla siebie. Idź do klubu nawet gdybyś miała jedynie pozwiedzać lub posiedzieć na macie za pierwszym razem. Wskakuj w ciuszki i nie bój się pytać. Ludzie w środku z chęcią Ci pomogą, zapewniam Cię. Zapoznaj się z ofertą klubu. Może zainteresują Cię ćwiczenia fitness? Zumba, TBC, City Pump, Bikini Boot Camp czy Tajski Boks. Na pewno znajdziesz coś dla siebie. Szukaj, eksploruj. Może i przyjaciółce się spodoba? Dobry partner treningowy, szczególnie na początku przygody z siłownią to skarb – wiem coś o tym. Będzie Cię motywował, dbał, żebyś pamiętała o treningu, podzieli się z Tobą przepisem na zdrowe ciacho, a przede wszystkim będziecie się razem świetnie bawić. Nie masz kogoś takiego? Nic nie szkodzi. Może zatem trener personalny? Wejdź na stronę klubu, wyszukaj zakładkę trenerzy… o…. już prawie Ci się udało… jest… masz kontakt. Zadzwoń proszę lub napisz maila. Nie, nie jutro, zrób to teraz! Co powiesz? „Dzień dobry, chciałabym zacząć chodzić na siłownię, chcę schudnąć,/chcę wzmocnić ciało/wziąć się za siebie i potrzebuję pomocy, bo nie wiem zupełnie jak się za to zabrać.” To wszystko – bolało? Pierwszy, drugi, a nawet trzeci krok za Tobą. Jak już znajdziesz się w środku pamiętaj o kilku zasadach. Radziłabym zapisać je w telefonie, na wypadek gdybyś miała zapomnieć.

  1. Znajdź „swoje” miejsce -przestrzeń, w której czujesz się komfortowo. Nikt nie każe Ci iść od razu do strefy „prawdziwych koksów”. Ja tego miejsca na początku unikałam jak ognia. Dziś czuję się tam swobodnie. Zwróć uwagę, że dobrze zaaranżowany klub fitness ma przestrzeń zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Nie oznacza to wcale, że wpadniesz na baner typu… „strefa dla dużych facetów”, a tam „strefa dla kobitek”, ale powinnaś bez problemu wyczuć te różnice. Znajdź swoje miejsce, nawet gdyby miało ono oznaczać najbardziej schowany kąt w klubie. Robisz to dla siebie, musisz czuć się dobrze w tej przestrzeni.
  2. Szukaj motywacji i inspiracji. Facebook, Instagram – znasz? Zacznij używać! Szukaj profili, które Cię zainspirują, jest ich mnóstwo. Zdjęcia jedzenia, treningów, gotowe filmy instruktażowe. To wszystko jest na wyciągnięcie ręki.
  3. Podtrzymuj swój zapał. Nie daj się zbić z tropu tym, którzy źle radzą. Motywują Cię zdjęcia zdrowych posiłków przyrządzonych własnymi rękami? Świetnie, chwal się, a co tam! Rób fotki, wrzucaj na pulpity mediów społecznościowych i nikomu nic do tego. Nie chcą oglądać, niech odsubskrybują! Czerpiesz inspirację ze zdjęć selfie po treningu? Pstrykaj na potęgę, niech inni czekają w kolejce do lustra:-). Rób to, co przynosi Ci korzyści w kontekście motywacji, nie patrz na innych. Robisz to dla siebie, nie dla nich.
  4. Wyznacz krótkoterminowe i długoterminowe cele. Wiesz jak to zrobić… schudnę 5kg, zrzucę 5 cm w talii. Nie umiesz zrobić tego sama? Umów się na trening z akredytowanym trenerem personalnym. On Ci pomoże, ale uważaj na tych, którzy wyznają zasadę minimum zaangażowania – maksimum zysku. Dobry trener poświęci Ci 100% uwagi, poprawi niemalże każdy Twój ruch, a przede wszystkim nie będzie „wisiał” na telefonie w innych sprawach niezwiązanych z Twoim treningiem.

Właśnie wkroczyłaś na drogę do sukcesu. Nie będzie ona prosta, raczej kręta i wyboista. Wierzę jednak, że dasz radę. Jesteś tego warta i ten jeden dzień, ta jedna decyzja mogą zmienić całe Twoje życie. Może warto zaryzykować na poczet lepszego jutra? Banały, a jakie prawdziwe. Tak było ze mną.

Kochane,

życzę Wam w dniu naszego święta odwagi do podjęcia wyzwania, wytrwałości w dążeniu do realizacji celu, umiejętności cieszenia się małymi sukcesami oraz radości ze zmian, które Was czekają.

Nie patrz na innych, Twoim celem jest najlepsza wersja samej siebie. Powodzenia, trzymam kciuki za każdą z Was i do zobaczenia w klubie!