Każdy z nas stosował je przynajmniej raz w życiu. I wcale mnie to nie dziwi. Dedykowana im rozpiętość działania jest zdumiewająca! Stosowane są często jako środek wspomagający odchudzanie, mają wzmacniać organizm, poprawiać zdolność uczenia się, pomagać w walce ze stresem, ratują nasze słabe włosy i paznokcie, a także pomagają na bolące stawy. W końcu są też te pomagające uzupełnić braki witamin i minerałów oraz wzmocnić nasze libido. Sporo, a wszystko dostępne w najbliższym sklepie z suplementami dla sportowców lub aptece. I ile by nie było negatywnych opinii ich temat, to jednego nie można suplementom odmówić. Są bezpieczne.

W Polsce suplementy diety dopuszcza do obrotu Główny Inspektorat Sanitarny. Ten sam, który zezwala na sprzedaż wszelakich leków, kosmetyków oraz innych chemikaliów. Dla mnie o tyle przekonujące, bo widzę na przestrzeni lat jak zwiększono standardy. Choćby nacisk na znaczenie czytania zaleceń na opakowaniu. „Zapoznaj się ulotką lub skontaktuj się z kimś kompetentnym…” Chyba każdy z nas kojarzy to z reklam TV.

Z drugiej strony patrzę na wszystko jak na świetnie skrojony biznes, przynoszący ogromne zyski. Tylko z rynku polskiego przychody liczone są w miliardach złotych rocznie (!). I nie myślę o tym z żalem, ale z podziwem. Nie tylko moim zdaniem jest to efekt sprytnej reklamy. Firmy zajmujące się ich produkcją i dystrybucją stosują niewiarygodnie skuteczne techniki, aby przekonać nas do słuszności ich zastosowania. Pobudzają wyobraźnię.

Są zatem stosowane, nie są szkodliwe. Pozostaje jednak pytanie czy na pewno są wszystkim nam potrzebne i czy to właśnie one gwarantują wymarzony progres?

Aby były skuteczne, po pierwsze muszą wykazywać jakikolwiek efekt odżywczy lub inny fizjologiczny. Po drugie, należy pamiętać, że to „dodatek” do procesu, a nie złoty środek. Po trzecie rób to z głową, czyli czytaj ulotkę. Najważniejsze to jednak zadać sobie pytanie czy zrobiłem wszystko, aby dany suplement stał mi się niezbędny.

Podam przykład. Stosujemy kofeinę w kapsułkach, bo potrzebujemy zastrzyku energii. A noc trwała 4 godziny, bo: gry, piwko, tv… Rozumiecie? Odpowiednio długi sen zapewnia regenerację, która z kolei gwarantuje jasność umysłu, lepszy stan paznokci, większe libido, odpowiednie trawienie. Ilu suplementów już nie potrzebujesz?

Nie mam nic przeciwko dodaniu odżywki białkowej do śniadania. Razem z płatkami owsianymi smakuje wyśmienicie. Dla mnie nie ma innej opcji. Zawsze po treningu biegowym wypijam izotonik. Tak uzupełniam ubytki mikro-składników. Przy stanie zapalnym mięśni np. na skutek przetrenowania, zawsze pomocna jest witamina C. Wszystko można powiedzieć „skrojone na miarę”. I chyba tak podsumuję mój wywód. W kwestii suplementów jestem na tak. Ale nie pod wpływem plakatu kulturysty w sklepie, ale na skutek rozpoznania własnych potrzeb. Jeśli je znasz, to wiesz o czym mówię. Jeśli nie masz tyle wiedzy, skorzystaj z pomocy fachowca. Ja polecam Ci naszych Trenerów Akredytowanych. Znajdziesz ich w każdym CityFit. Porozmawiaj z nimi. Zapytaj czy naprawdę potrzebujesz danego suplementu oraz jak go stosować. Zauważysz różnicę również finansową – inwestując w wiedzę oszczędzisz w kieszeni 😉

m.